czuję się jakby wszystko powoli i systematycznie wymyka mi się spod kontroli. najchętniej schowałabym nierozwiązane sprawy do jakiegoś pudełka i pozwoliła im tam żyć.
a wiosna coraz bliżej więc ja jestem coraz bliżej powiedzenia sobie, żebym przestała udawać, że mam mnóstwo czasu. wtedy wezmę się za pracę i może w końcu wszystko poukładam. ale jeszcze nie dziś.
dziś łóżko jest centrum wszechświata.
i nie wiem co się dzieje. próbuję ogarną rzeczywistość, ale zamiast tego ona wciąga mnie do środka. a dni, tygodnie, miesiące przelatują mi przez palce. brak czasu na zastanowienie się co dalej.
pije coraz więcej kawy i coraz mniej śpię.
Tak, wszystkim odpowiadam, że nie mam planu na sylwestra. Bo właściwie po co go mieć? Albo się go prześpi, niektórzy go przepiją, a ja bym chyba go chętnie przeleżała.
Tak jak robię to do tej pory, dni mijają mi zgodnie z ruchem przerzucania kołdry, bo raz jest za ciepło później za zimno. I jakoś tak się zdarza, że nie potrafię ogrzać swoich stóp. No trudno, taka widocznie musi być. Dłonie też są nie dogrzane. Ale to nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem.
Nadal mam ten stan, że miesiące przelatują mi przez palce.
Chyba już zapomniałam jak to jest spokojnie, bez pośpiechu coś zrobić. Jak to jest iść sobie nie zwracając uwagi na mijający czas. Czasem mi tego brakuje, bo.
U mnie robi siępośpieszny. Pośpiesznie między jednym miejscem a drugim, robiąc dziesięć tysięcy rzeczy na raz. Zapominam być zmęczoną, bo co to znaczy?
Chociaż, gdy kładę się do łóżka, zmęczenie daj o sobie znać poprzez bezsenne noc lub noce ze snami, których nie da się zapamiętać. Bo jak zapamiętać chaos?